Legendy Dolnego Śląska. Ząbkowice Śląskie: Krzywa Wieża i Franko Stein - Dolnyslaskinfo.pl

Legendy Dolnego Śląska. Ząbkowice Śląskie: Krzywa Wieża i Franko Stein

Nie tylko Piza, ale także Ząbkowice Śląskie mają swoją własną krzywą wieżę. Znasz legendę o jej powstaniu?
Legendy Dolnego Śląska. Ząbkowice Śląskie: Krzywa Wieża i Franko Stein| fot. Wikimedia.com

Bohaterem legendy o krzywej wieży jest młody kupiec Franko Stein. Pewnego dnia mężczyzna zaczął zwijać bele kolorowych lnów, bawełny, grubo przędzonej wełny i aksamitów. W ostatnim czasie jego biznes nie prosperował zbyt dobrze… zmęczony i zmartwiony schował bele do skrzyń, złożył wiatę i wrzucił wszystko na dwukołowy wózek.

Zobacz też: Przyroda na Dolnym Śląsku. Rezerwat Grodzisko Ryczyńskie

W domu żona przywitała go skromną kolacją – kapustą z marchwią i chlebem. Nie było ich stać na nic więcej, a pieniędzy z dnia na dzień ubywało. Utarg był coraz to mniejszy, ponieważ zmieniała się moda na ubrania. Spodnie szyto coraz krótsze, a tym samym zapotrzebowanie na metry materiałów malało. Co gorsza, zbliżał się rok pański 1412, a rodzina Franko Steina nie mogła liczyć na wykwintne potrawy.

Praca przy budowie dzwonnicy

Młody kupiec musiał zacząć kombinować. Pewnego poranka postanowił zatrudnić się w drugiej pracy. Przy ulicy długiej, na fundamentach dawnej wieży zamkowej, miała powstać dzwonnica. Okazało się, że potrzebny jest mieszacz zaprawy wapiennej. Niewiele myśląc Franko podjął się nowego zadania. W każdy dzień wiosny, od świtu młody mężczyzna mieszał zaprawę. Nie jadał odpowiednio, a tym samym szybko opadał z sił. Wielokrotnie zastanawiał się czy warto się tak męczyć, ale zależało mu na zapewnieniu sobie i żonie lepszej przyszłości.

Część pracowników sprowadzała kamienie i je ciosała, inni układali na deskach gotowe cegły, jeszcze inni ciągnęli je na wózkach w różne miejsca budowy. Praca toczyła się mozolnie i w trudnych warunkach, a samo wynagrodzenie nie było satysfakcjonujące.

Pewnego dnia Franko nie miał zbyt wiele czasu na zjedzenie śniadania. Biegnąc do drugiej pracy, wyciągnął z torby jajka i tłukąc skorupkę kawałkiem cegły wypijał środek. Kiedy jednak sięgał po kolejne, kilka jajek wpadło mu do zaprawy. Młody kupiec postanowił ukryć zepsutą zaprawę, aby nikt nie ukarał go zabraniem dniówki lub tygodniówki. Niepostrzeżenie wywiózł ją drewnianą taczką w pobliskie zarośla i przykrył gałęziami.

Z dnia na dzień Franko słabł coraz bardziej. Zmęczony, po raz kolejny zmarnował zaprawę stosując złe proporcje. Postanowił również wywieźć ją w zarośla. Odstawił skrzypiącą taczkę i odgarnął gałęzie. Przechylił zawartość i wlał do starej zaprawy. Zdziwił się jednak kiedy ochlapał się zaprawą rozbryzgującą się od stwardziałej skorupy. Okazało się, że jajka przyśpieszyły stygnięcie zaprawy, a co więcej przyśpieszyłyby one budowę wieży. Natychmiast postanowił pochwalić się odkryciem innym pracownikom. Pomysł przyjął się.

Niepochamowana ambicja

Z okolicznych wiosek przywożono jajka i mieszano je z zaprawą – tężała ona kilkukrotnie szybciej. Za ten patent Franko został nagrodzony awansem. Życie jego oraz żony znacząco się poprawiło, jednak nie wystarczyło to do osiągnięcia pełni spokoju… Franko niesiony sukcesem pracował intensywniej i ciężej. Pewnego dnia jego niepochamowane ambicje doprowadziły do gwałtownego krwotoku, ale kupiec nie przejął się zabrudzeniem zaprawy krwią. Wywiózł ją niedaleko stanowiska i wylał, ale chwilę później zemdlał.

Obudził się dopiero dwa dni później. Stan silnego osłabienia trwał jeszcze kilka tygodni, więc znowu zaczęło brakować im środków do życia. Dopiero po miesiącu Franko wrócił na budowę. Postanowił sprawdzić co stało się z zaprawą wyrzuconą ponad miesiąc wcześniej… Jak możemy się domyślić, zaprawa była bardzo mocna. Mężczyzna zaproponował, aby do zaprawy dodawać krwi. Z okolicznych rzeźnu rzeźni wożono krew, która się zazwyczaj i tak marnowała. Jednak Franko czuł niedosyt.

Chora ambicja Franko obudziła w nim demony. Pewnego dnia, w milczeniu i bez emocji, zabił człowieka a jego krew przelał na zaprawę. Nie czuł nic oprócz potrzeby wzbogacenia się i osiągnięcia sukcesu. Liczba jego ofiar rosła… W końcu jednak ktoś zaczął zauważać wysuszone, pozbawione krwi ciała. Urządzono polowanie na wampira.

Polowanie na wampira

Franko odurzony chorobą i po części opętany zabił swoją żonę. Pewnej nocy strażnik miejski zauważył, jak mężczyzna rozprawia się z kolejną ofiarą. Podbiegł szybko do młodzieńca i wycelował halabardą wprost w jego szyję i kazał się poddać. Franko został odprowadzony do celi, gdzie mógł zobaczył prawie skończone dzieło dzwonnicy. Kondygnacje wieży wyraźnie się od siebie różniły, oddzielając okresy jego przypadkowych odkryć.

Następnego dnia zdecydowano, że Franko Stein zostanie stracony. Chwilę przed północą poprowadzono młodego mężczyznę na obrzeża miasta, tam znajdowała się szubienica. Skuty Franko spojrzał na wieżę i nagle rozległ się krzyk kilkunastu ofiar Franka. Dusze uwięzione w murach wieży zatrzęsły budowlą, a z zaprawy wyłoniły się ręce. Żal i nienawiść straconych dusz sprawił, że wieża przechyliła się chcąc pochłonąć kupca.

Krzywa wieża stoi do dziś wygięta w akcie zemsty.

Zobacz też: Tajemnice Dolnego Śląska. Czy Frankenstein pochodził z Ząbkowic Śląskich?

Więcej z Dolnyslaskinfo.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.