Największy napad na bank w historii PRL miał miejsce na Dolnym Śląsku. Pomysł narodził się podczas gry w karty - Dolnyslaskinfo.pl

Największy napad na bank w historii PRL miał miejsce na Dolnym Śląsku. Pomysł narodził się podczas gry w karty

Niewielu wie, że największy napad w historii PRL wydarzył się na Dolnym Śląsku. To w Wołowie złodzieje ukradli 12,5 mln złotych.
Największy napad na bank w historii PRL miał miejsce na Dolnym Śląsku. Pomysł narodził się podczas gry w karty/pexels.com

19 sierpnia 1962 r. doszło do największego napadu na bank w historii PRL. Niewielu wie, że to właśnie z wołowskiej placówki Narodowego Banku Polskiego grupa przyjaciół ukradła 12,5 mln złotych. W tamtym czasie za taką kwotę można było wybudować nawet kilkadziesiąt wilii.

Zobacz: Legendy z Dolnego Śląska. O zamku Homole

Pomysł narodził się podczas gry w karty

Pomysł na obrabowanie oddziału Narodowego Banku Polskiego padł spontanicznie podczas karcianego wieczoru. Grupa przyjaciół stwierdziła, że wołowska placówka będzie dobrym celem – to tam znajdowały się pieniądze wszelkich miejskich operacji: pensje, płatności, utargi i oszczędności. Każdy mieszkaniec wiedział, że w sejfie znajduje się niemała suma.

Pomysł szybko wszedł w życie. Piątka znajomych, pod przewodnictwem 38-letniego Mieczysława F., postanowiła opracować plan działania. Aby wszystko poszło zgodnie z planem należało znaleźć kogoś nieznanego przez mieszkańców – dzięki temu strażnik w banku nie zidentyfikowałby człowieka. Wybór padł na 25-letniego Mikołaja K. Jednak do skutecznego obrabowania wspólnicy chcieli zaangażować jeszcze jedną osobę, najlepiej pracownika placówki. Udało im się zwerbować samego skarbnika banku – Rudolfa D.

Skradziono 12,5 mln złotych

Co mogło pójść nie tak? Do napadu doszło w niedzielę 19 sierpnia 1962 roku. Mikołaj K. wraz z innym wspólnikiem wszedł do piwnicy banku, aby obezwładnić strażnika. Następnie zabrali się za wykłuwanie dziury w suficie z piwnicy skarbca. Do sejfu włamali się za pomocą zwykłych narzędzi ślusarskich. Zajęło im to ponad dwie godziny.

Finalnie udało im się ukraść 12 531 000 złotych (dla porównania średnie miesięczne wynagrodzenie wynosiło 1680 zł). Worki z pieniędzmi wywieźli z miasta samochodem marki Warszawa. Miejsce rabunku polali zużytym olejem silnikowym, który miał utrudnić pracę psom tropiącym.

Nie pozostało nic innego jak cieszyć się łupem… O napadzie wszechczasów mówiły wszystkie gazety, a policji pomagali najlepsi śledczy z całego kraju – wszystko na marne, sprawców nie dało się uchwycić. Początkowo uważano, że za skok odpowiada jakiś międzynarodowy gang. Nikt nie brał pod uwagę tego, że przestępcy mogą pochodzić z Wołowa.

Milicja nie mogła znaleźć sprawców

Przez kilka tygodni milicja nie mogła znaleźć sprawców. Wiedzieli jakim autem uciekli, a nawet że samochód został zarysowany. Jednak przestępcy byli na bieżąco informowani o postępach w śledztwie. Jak? – Milicjanci przemieszczali się na co dzień taksówką jednego ze sprawców. Znali mieszkańca Wołowa i traktowali jako zaufanego. Otwarcie rozmawiali w jego towarzystwie o śledztwie.

Kolejne tygodnie prac kończyły się fiaskiem. Mundurowi postanowili rozpuścić plotkę o wymianie monet, co oznaczało, że stare banknoty straciłyby ważność. Zdesperowani włamywacze postanowili wydać pieniądze. Jedna z żon wpadła w panikę i zaczęła palić pieniądze – puściła z dymem pół miliona złotych.

Wszystko wyszło na jaw, kiedy małżonka Mieczysława F. próbowała zapłacić za narzutę poszukiwanym nominałem. Jedna ze sprzedawczyń poinformowała, że w sklepie zapłacono banknotem 500 zł o poszukiwanym numerze. Dzięki temu milicji udało się ustalić grupę złodziei i odzyskać 11 572 000 zł. Sprawcy zdążyli wydać tylko 150 tys. zł. Oprócz samych włamywaczy aresztowano ich pomocników, skarbnika i członków rodziny, którzy wiedzieli o napadzie i dostali część łupu. Łącznie ponad 20 osób.

Co się stało dalej?

Proces “Milionerów z Wołowa” rozpoczął się w grudniu 1962 r. Groziła im kara śmierci, ale finalnie pięciu głównych złodziei skazano na dożywocie. Po pięciu latach, w wyniku amnestii dożywocia, sankcję zamieniono na 25 lat więzienia.

Wspólnicy trafili do więzienia na 15 lat, a członkowie rodziny od roku do 8 lat. Ostatni ze skazanych opuścił więzienie w 1979 roku. Żaden z nich już nigdy nie wszedł w konflikt z prawem. Dziś wszyscy sprawcy już nie żyją. 

Historia grupy z Wołowa została przeniesiona na ekran w 1975 r. “Hazardziści” to próba zgłębienia psychiki przestępców i analizy specyficznego środowiska, poddanego krytycznej charakterystyce.

fot. filmweb
Źródło: internet

Więcej z Dolnyslaskinfo.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.